Tuesday, November 3, 2009

No Risk No Fun

Przyszło nam żyć w bardzo ciekawych czasach. W ciągu ostatnich trzech lat byliśmy świadkami wydarzeń na rynkach, które udzieliły nam istotnej lekcji pokory. Ludzka pycha i pewność siebie zostały znacząco utemperowane.Jeśli kiedykolwiek powstanie sequel do książki „Koniec historii”, nam nie będzie dane go zobaczyć. Pewne jest, że Fukuyama przeoczył wiele kwestii.

Najciekawsze z punktu widzenia tego bloga są zawirowania na rynkach, jak również zastanawiająca jest przyszłość obecnie obowiązującej doktryny finansów. W ciągu ostatniej dekady byliśmy świadkami ogromnej dynamiki powstawania nowych instrumentów finansowych, sekurytyzacji wierzytelności, zaawansowanych technik wyceny ryzyk rynkowych i ich zabezpieczania za pomocą jeszcze bardziej zaawansowanych strategii. Niewielka liczba osób posiada wiedzę wystarczającą do rozumienia mechanizmów kierujących współczesnymi rynkami. Trudno wyobrazić sobie ogrom pracy, wysiłku i talentu koniecznego dla top managementu firm finansowych umożliwiające dostrzeżenie czyhających niebezpieczeństw. Doświadczenie konieczne do umiejętnego sterowania bankami, tymi kolosami na glinianych nogach, jest poza zasięgiem przeważającej większości zarządzających. Jak do tej pory, mowa jest tylko o umiejętnym poruszaniu się w sieci wszystkich instrumentów finansowych, wehikułów inwestycyjnych i innych cudów ludzkiej wyobraźni. Dodając do tego czynnik losowy otrzymujemy wybuchową mieszankę. Wysoki poziom zlewarowania, czyli sfinansowania pożyczką zakładów o często niebezpiecznie niesymetrycznych strukturach wypłat, doprowadza do sytuacji w której najdrobniejsze wydarzenie może mieć nieproporcjonalne konsekwencje, w ekstremalnych sytuacjach w postaci dużych bankructw.

Clue ryzka i jego odpowiedniego rozumienia tkwi w akceptacji niesymetryczności wypłat/strat. O ile jednak dla dowolnego biznesu stosunkowo?? możliwe jest wymodelowanie krótkoterminowych wpływów o tyle znacznie trudniejsze jest określenie bezpiecznego poziomu strat. W zależności od rodzaju prowadzonej działalności i podstawowej ekspozycji na różne ryzyka, bufor bezpieczeństwa powinien być adekwatny. Trudność jest jednak maksymalna dla instytucji finansowych na co dzień zajmujących się transferami ryzyk, takich jak kredytowe, walutowe czy stopy procentowej. Możliwy upside, czyli dodatkowe potencjalne zyski, są znacznie mniejsze niż możliwy downside, czyli nieoczekiwane straty wynikające z efektu skali posiadanych ryzyk. W chwili obecnej to właśnie sektor bankowy i ubezpieczeniowy jest największym biorcą ryzyk. Oczywiście pomijając ostatecznego ubezpieczyciela, czyli Państwo. Zadziwiające jest jak wiele osób wciąż jest chętnych inwestować w akcje banków.

Przez pewien okres czasu wydawało się, że na ratunek bankom nadeszła inżynieria finansowa i matematyczne modelowanie ryzyk. Historia rozwoju tej dyscypliny została w bardzo ciekawy sposób opisana m.in. przez Benoit Mandelbrota w "Misbehavior of Markets". Innym autorem, opisującym to z perspektywy historycznej, jest Niall Ferguson i jego "The Ascent of Money". Dzięki Fergusonowi dowiemy się w jaki sposób, gdzie oraz w jakich okolicznościach rozwijały się rynki finansowe z ryzykiem będącym tłem w każdym przypadku. Mandelbrot z kolei bardzo elokwentnie i logicznie obala współczesne metody inżynierii finansowej, używając przy tym minimalnego aparatu matematycznego.

Ryzyko jest pojęciem jakościowym i samo w sobie jest niekwantyfikowalne. Trudno jest arbitralnie przyjąć dowolną skalę, na której moglibyśmy klasyfikować poszczególne ryzyka z którymi mamy do czynienia. Dodatkowo, nigdy nie jesteśmy w stanie zaobserwować całej klasy ryzyk będących aplikowalnymi do danego przypadku. Jak to doskonale ujął Satyajit Das w rewelacyjnej książce"Traders, Guns and Money. Knowns and unknowns in the dazzling world of derivatives": naszą wiedzę na temat możliwych ryzyk możemy podzielić na cztery grupy: known knowns, unknown knowns, known unknowns oraz unknown unknowns.
Z racji posiadanej wiedzy, współczesne instytucje finansowe i duże przedsiębiorstwa mogą skoncentrować się jedynie na pełnej minimalizacji ryzyk z pierwszej grupy, tj. known knowns. W przypadku każdej kolejnej poziom trudności oraz ignorancji w walce z nimi zdecydowanie wzrasta. Interesujące jest to, że w przypadku praktycznie każdego z możliwych ryzyk najczęściej wykorzystywane są metody ilościowe i to one nadają ton walce z ryzykami. Cały szkopuł z wykorzystywaniem tych metod polega na przyjmowaniu nieprawdziwych założeń odnośnie otaczającej nas rzeczywistości. Innymi słowy, aby wykorzystywać modele matematyczne konieczne jest przyjęcie stricte matematycznych założeń dotyczących wszystkich klas wydarzeń.

Dlaczego to podejście spaliło na panewce w następnym odcinku, w którym przedstawione zostaną najważniejsze argumenty i koncepcje Taleba na podstawie jego "Blackswan".